
Właśnie wróciłam z "Alicji w Krainie Czarów" Tima Burtona.
I wiecie co..? Film jest prześwietny. Jak i dla widzów młodszych i starych. Ogólnie to każdy film z Johnym Deepm uważam za mistrzostwo, ale tym razem jestem po prostu oooo... zachwycona. Świetna charakteryzacja, boska grafika komputerowa, humor, nastrój, muzyka... Jedyne co mnie potwornie wkurzało to dubbing Pazury dla Deepa, co się cholernie gryzło.. na początku. Później się przyzwyczaiłam. W sumie winić nie ma za co, bo w polskim dubbingu chyba nikt by lepiej roli Kapelusznika nie zagrał.
Polecam. Naprawdę warto.
Piosenka końcowa mnie oczarowała.
Tagi:
Alicja w Krainie czarów
13.03.2010 o godz. 22:30
komentuj (1)
Mi po prostu na niektóre rzeczy duma nie pozwala. Duma to moje drugie, pierdolnięte 'ja', któremu szczerze powiedziawszy nie mam siły ani odwagi się sprzeciwić. Niektórzy tego nie pojmują.
Żrać mi się chcę. Mam ochotę na serka homogenizowanego, albo zupkę chińską.. i pierogi.
Ale nie!
Jedzeniu mówię STANOWCZE: chyba nie..
12.03.2010 o godz. 17:49
Dzień otwarty zakończony. Pracowity tydzień także.
Cieszyłam się na sobotnie wstawanie o 11, a zapomniałam, że na 11 jestem umówiona z ortodontką.
Shit..
Biorę różowe gumki.
Młahahaha.
Cieszyłam się na sobotnie wstawanie o 11, a zapomniałam, że na 11 jestem umówiona z ortodontką.
Shit..
Biorę różowe gumki.
Młahahaha.
12.03.2010 o godz. 16:01
Powinnam coś szkryfnąć, ale jakaś taka pustość wewnętrzna ode mnie emanuuje. Przygotowania na dzień otwarty skończone.
W sobote wybieram się z familią na "Alicje..".
Dieta minimalnie wprowadzona w życie poprzez śniadanie w formie jabłka i banana. Na tym koniec.
Znów po niecałych 2 tygodniach wracam do etapu, gdy moje włosy mi nie pasują, czuję się za gruba, za brzydka i nic mi się we mnie nie podoba. Potrzebuję jakiejś diametralnej zmiany. Czegokolwiek.
Poza tym wkurwiam się nic_nie_robieniem.
A w mojej miniszklarence zaczęły puszczać pierwsze sadzonki.. Czuję się jak mama. Wiem. To zajebiście głupie.
W sobote wybieram się z familią na "Alicje..".
Dieta minimalnie wprowadzona w życie poprzez śniadanie w formie jabłka i banana. Na tym koniec.
Znów po niecałych 2 tygodniach wracam do etapu, gdy moje włosy mi nie pasują, czuję się za gruba, za brzydka i nic mi się we mnie nie podoba. Potrzebuję jakiejś diametralnej zmiany. Czegokolwiek.
Poza tym wkurwiam się nic_nie_robieniem.
A w mojej miniszklarence zaczęły puszczać pierwsze sadzonki.. Czuję się jak mama. Wiem. To zajebiście głupie.
Tagi:
pierdoły
11.03.2010 o godz. 18:55
Znajduję się na jakimś takim głupim etapie życia, gdy nie wiem, nie zdaję sobie sprawy co jest dobre a co "bee". Nie umiem sobie odpowiedzieć na kilkadziesiąt pytań, do których codziennie dochodzą kolejne porcje. Mam wrażenie, że jestem takim jebanym pytajnikiem komplikującym sobie życie.
Żądna wiedzy? Być może. Za dużo filozofuje i nad zbyt wieloma rzeczami się zastanawiam dłużej niż powinnam.. ale taka jestem. I to mnie najbardziej denerwuje, że nie potrafię od tak po prostu odejść od jakiejś myśli, od jakiegoś ciągu myśli ciągnących za sobą coraz to nowe spostrzeżenia, które początkują nowe niejasności.
Gdyby ktoś mnie kiedyś spytał o spełnienie jednego marzenia, chciałabym by to było posiadanie celu w życiu. Naprawdę. Nie była by to prośba o wygląd Evy Longorii, sylwetke Beyonce, kase Billa Gates'a czy szczęście Lucky Lucka. Na chuj mi to.
Czuję się jak Kordian przyrzekający Bogu trwanie i dążenie całe życie 'w' i 'do' celu, gdy ten mu go da.
Zawsze chciałam mieć hobby. Chciałam robić coś co naprawdę lubię. Po 18 latach nic nie znalazłam, nic dla mnie, niczego co by mnie przyciągło i jednocześnie zatrzymało.
Czuję się jak taka zmarnowana jednostka. Coś co tylko grubnie myśląc i zużywając powietrze.
Wybrałam nie tą szkołę, jestem nie na tym kierunku co trzeba, robię to, czego nie lubię. Rzucać szkoły mi się nie opłaca bo bym się musiała 2 lata cofnąć.
Choć ukończę tą szkołę nie wiem co dalej.
Nie wiem, czy człowiek nagle dostaje jakiegoś oświecenia, illuminacji, gdy nagle stwierdza "tak! to chcę robić, w tym jestem dobry/a!". Nie wiem.
Czekam na ten dzień z cholerną tęsknotą. Na razie czuję się jak pieprzona tabula rasa.
Piosenki słucham wtedy i tylko wtedy, gdy jest ze mną naprawdę źle. Żałosne.
Żądna wiedzy? Być może. Za dużo filozofuje i nad zbyt wieloma rzeczami się zastanawiam dłużej niż powinnam.. ale taka jestem. I to mnie najbardziej denerwuje, że nie potrafię od tak po prostu odejść od jakiejś myśli, od jakiegoś ciągu myśli ciągnących za sobą coraz to nowe spostrzeżenia, które początkują nowe niejasności.
Gdyby ktoś mnie kiedyś spytał o spełnienie jednego marzenia, chciałabym by to było posiadanie celu w życiu. Naprawdę. Nie była by to prośba o wygląd Evy Longorii, sylwetke Beyonce, kase Billa Gates'a czy szczęście Lucky Lucka. Na chuj mi to.
Czuję się jak Kordian przyrzekający Bogu trwanie i dążenie całe życie 'w' i 'do' celu, gdy ten mu go da.
Zawsze chciałam mieć hobby. Chciałam robić coś co naprawdę lubię. Po 18 latach nic nie znalazłam, nic dla mnie, niczego co by mnie przyciągło i jednocześnie zatrzymało.
Czuję się jak taka zmarnowana jednostka. Coś co tylko grubnie myśląc i zużywając powietrze.
Wybrałam nie tą szkołę, jestem nie na tym kierunku co trzeba, robię to, czego nie lubię. Rzucać szkoły mi się nie opłaca bo bym się musiała 2 lata cofnąć.
Choć ukończę tą szkołę nie wiem co dalej.
Nie wiem, czy człowiek nagle dostaje jakiegoś oświecenia, illuminacji, gdy nagle stwierdza "tak! to chcę robić, w tym jestem dobry/a!". Nie wiem.
Czekam na ten dzień z cholerną tęsknotą. Na razie czuję się jak pieprzona tabula rasa.
Piosenki słucham wtedy i tylko wtedy, gdy jest ze mną naprawdę źle. Żałosne.
Tagi:
przemyślenie
10.03.2010 o godz. 20:14
Jestem wkurwiona. Pomijając fakt, że sprawdzian z historii został przeniesiony, a ja jak głupia cipa siedziałam do 1 w nocy nad Jagiellonami, to jeszcze źle wzór na fizyke ze ściągi przepisałam co gwarantuje mi czyściutką pałę.
Ja p i e r d o l e.
Poza tym, przy życiu trzyma mnie myśl o sobocie kiedy budzik nie zadzwoni wkurwiającymi wibracjami o 6 rano i kiedy spokojnie o 11 rano będę mogła wraz z kubkiem kakao zasiąść przed kompem bez żadnych wyrzutów i presji.
Do 5 czerwca muszę zrzucić 4cm z pasa co mnie przeraża.
Muszę się w kieckę wcisnąć rozmiaru S. Co jest jeszcze bardziej przerażające. Problemów z odchudzaniem nie mam żadnych bo wagę zrzucam równie szybko jak nabywam, ale problem tkwi w tym.. że się mi najnormalniej w życiu nie chce..
A trzeba by było.
Ogólnie to dzień spędzony na podśpiewywaniu.
Śmiesznie. Dowiedziałam się dzisiaj od kolegi, że nigdy w życiu nie widział mnie smutnej. No cóż.
Zaczęłam doceniać magię przyjaźni. Serio, serio. Czymś pięknym jest mówić dokładnie to co się myśli bez żadnych obaw i krytycznych spojrzeń, śmiać się z byle gówna i po prostu być sobą.
Uwielbiam męskie perfumy. Jadąc dzisiaj autobusem, słuchając porannej audycji Radia Zet zaciągałam się perfumami nie wiadomo skąd i od kogo dochodzących. Pociągające. Mrr.
Wiele wątków.
Nie wiem co mam robić. na Jutro niemiecki, ale zajmie mi to może pół godzinki. Do tego coś napisać o roślinach pokojowych na dni otwarte.. Hmm. Też pół godzinki. Zostaje mi cały dzień, nie mam nic do roboty.. i się tym denerwuje.
Wariuje?..
Ja p i e r d o l e.
Poza tym, przy życiu trzyma mnie myśl o sobocie kiedy budzik nie zadzwoni wkurwiającymi wibracjami o 6 rano i kiedy spokojnie o 11 rano będę mogła wraz z kubkiem kakao zasiąść przed kompem bez żadnych wyrzutów i presji.
Do 5 czerwca muszę zrzucić 4cm z pasa co mnie przeraża.
Muszę się w kieckę wcisnąć rozmiaru S. Co jest jeszcze bardziej przerażające. Problemów z odchudzaniem nie mam żadnych bo wagę zrzucam równie szybko jak nabywam, ale problem tkwi w tym.. że się mi najnormalniej w życiu nie chce..
A trzeba by było.
Ogólnie to dzień spędzony na podśpiewywaniu.
Śmiesznie. Dowiedziałam się dzisiaj od kolegi, że nigdy w życiu nie widział mnie smutnej. No cóż.
Zaczęłam doceniać magię przyjaźni. Serio, serio. Czymś pięknym jest mówić dokładnie to co się myśli bez żadnych obaw i krytycznych spojrzeń, śmiać się z byle gówna i po prostu być sobą.
Uwielbiam męskie perfumy. Jadąc dzisiaj autobusem, słuchając porannej audycji Radia Zet zaciągałam się perfumami nie wiadomo skąd i od kogo dochodzących. Pociągające. Mrr.
Wiele wątków.
Nie wiem co mam robić. na Jutro niemiecki, ale zajmie mi to może pół godzinki. Do tego coś napisać o roślinach pokojowych na dni otwarte.. Hmm. Też pół godzinki. Zostaje mi cały dzień, nie mam nic do roboty.. i się tym denerwuje.
Wariuje?..
Tagi:
dieta
przemyślenia
10.03.2010 o godz. 15:57
Za mną 1/2 nauki. Znaczy się przepisywania. Nauki to jakaś 1/6 za mną. Nie wiem jak się wyrobię, do tego z fizyki muszę się pouczyć. Może o 2 w nocy się połóżę..
Do tego jutro cały dzień spędze nad projektem dot. kwiatów doniczkowych na dni otwarte. Nie wydole chyba.
I want to be free..
Do tego jutro cały dzień spędze nad projektem dot. kwiatów doniczkowych na dni otwarte. Nie wydole chyba.
I want to be free..
Tagi:
przemyślenia
szkoła
09.03.2010 o godz. 20:22
Nowy dzień, nowy dzień, nowy dzień.. tadadadam..
A jutro kartkówka z fizyki i 130 stron z historii.
Kurwa.
A jutro kartkówka z fizyki i 130 stron z historii.
Kurwa.
Tagi:
pierdoły
09.03.2010 o godz. 07:43
Dostałam od dziadka.. miniszklarenke. Do hodowli własnych roślinek. Wczoraj go prosiłam, żeby mnie zawiózł do sklepu i sama sobie kupię, a dzisiaj przyjeżdżam do domu, a tam moja szklarenka stoi. Że niby na dzień kobiet. Hehe.
Tak więc wziełam się do roboty i w mojej mini-hodowli zawitało 12 astrów, 12 godecji i 12 gazanii.
Nie wiem czemu i dlaczego mnie tak jakoś naszło, ale postawiłam sobie to na parapecie obok mnie i co 5 minut zaglądam, czy mi tam przypadkiem coś nie kiełkuje.
Odpierdala mi na starość.
Swoją drogą, jestem drugi rok na architekturze krajobrazu a dziś pierwszy raz jakiś kwiatek sadziłam.
Już sobie nawet obmyśliłam co z balkonem na lato zrobię, tylko trzeba mi go najpierw odmalować. Dam radę.
Piękny sen się mi dzisiaj śnił. Nie umiem go opisać. Wiem, że weszłam do lasu, uciekałam przed czymś, a tam jakieś dziwne stworzonka mnie oblazły. Mniejsze i duże. Wiem, że we śnie myślałam, że to była jakaś nowa cywilizacja. I były one potwornie ciężkie.. Mimo wszystko, to było piękne.
Tak więc wziełam się do roboty i w mojej mini-hodowli zawitało 12 astrów, 12 godecji i 12 gazanii.
Nie wiem czemu i dlaczego mnie tak jakoś naszło, ale postawiłam sobie to na parapecie obok mnie i co 5 minut zaglądam, czy mi tam przypadkiem coś nie kiełkuje.
Odpierdala mi na starość.
Swoją drogą, jestem drugi rok na architekturze krajobrazu a dziś pierwszy raz jakiś kwiatek sadziłam.
Już sobie nawet obmyśliłam co z balkonem na lato zrobię, tylko trzeba mi go najpierw odmalować. Dam radę.
Piękny sen się mi dzisiaj śnił. Nie umiem go opisać. Wiem, że weszłam do lasu, uciekałam przed czymś, a tam jakieś dziwne stworzonka mnie oblazły. Mniejsze i duże. Wiem, że we śnie myślałam, że to była jakaś nowa cywilizacja. I były one potwornie ciężkie.. Mimo wszystko, to było piękne.
Tagi:
miniszklarenka
sen
08.03.2010 o godz. 22:38
Czasem mam wrażenie, że moje życie, a przynajmniej jego urywki to jakieś zagubione części komedii lub dramatu tragicznego, które nagle bezlitośnie ucieleśniają się i wtapiają się w moją szarą codzienność.
Jak?
Dzisiaj w sekretariacie było jakieś zebranie nauczycieli i dyrektorów. My tradycyjnie siedzimy na dupie przed sekretariatem, Paweł z Wojtkiem (koledzy) rzucają się czymś co kiedyś było kartkówką, a aktualnie zmiętą, papierową kulką.
Kulka trafia obok mojej głowy. Bynajmniej ściana nie była ich celem. Biorę kulkę i celuję w Pawła. Rzucam. Drzwi sekretariatu się otwierają. Mam wrażenie, że żyję w Matrixie i nagle jest ten zajebisty moment, gdy wszystko widzę w spowolnionym tempie. Kulka ląduje.. na kroczu dyrektora szkoły.
Cały korytarz się ucisza, ja błagam moce nadprzyrodzone, by dały mi moc kameleona albo zesłały szybko pelerynke-niewidkę. Jedyne co dostałam to intensywny kolor buraczka na twarzy. Dyrektor się uśmiecha. Nie obyło się bez sprzątania korytarza.
Ja pierdole.. To trzeba mieć zajebiste szczęście do takiego pecha.
Dnia kobiet w ogóle nie czuję. Dostałam lizaka od kolegi jak pozostałe 15 dziewczyn z klasy. Do tego jeden SMS od jakiegoś zakochanego i życzenia na GG polegające na "kopiuj" i "wklej".
Nie wiem.. nigdy nie zwracałam uwagi na te święto, ale w tym roku mimo, że miałabym od kogo te życzenia dostać - czuję się całkowicie pominięta.
Czuję się nie-kobieco. Chcę mi się płakać.
I wiem, że TY to czytasz. I jestem na Ciebie mega wkurwiona, nie mogę z siebie nic wylać, nic napisać bo wszędzie musisz siedzieć! I jebie Cię to, że tego potrzebuję.. Wszystko Cię jebie.
Nasze 3 lizaki. Od lewej mój, Lusi i Ef.
Jak?
Dzisiaj w sekretariacie było jakieś zebranie nauczycieli i dyrektorów. My tradycyjnie siedzimy na dupie przed sekretariatem, Paweł z Wojtkiem (koledzy) rzucają się czymś co kiedyś było kartkówką, a aktualnie zmiętą, papierową kulką.
Kulka trafia obok mojej głowy. Bynajmniej ściana nie była ich celem. Biorę kulkę i celuję w Pawła. Rzucam. Drzwi sekretariatu się otwierają. Mam wrażenie, że żyję w Matrixie i nagle jest ten zajebisty moment, gdy wszystko widzę w spowolnionym tempie. Kulka ląduje.. na kroczu dyrektora szkoły.
Cały korytarz się ucisza, ja błagam moce nadprzyrodzone, by dały mi moc kameleona albo zesłały szybko pelerynke-niewidkę. Jedyne co dostałam to intensywny kolor buraczka na twarzy. Dyrektor się uśmiecha. Nie obyło się bez sprzątania korytarza.
Ja pierdole.. To trzeba mieć zajebiste szczęście do takiego pecha.
Dnia kobiet w ogóle nie czuję. Dostałam lizaka od kolegi jak pozostałe 15 dziewczyn z klasy. Do tego jeden SMS od jakiegoś zakochanego i życzenia na GG polegające na "kopiuj" i "wklej".
Nie wiem.. nigdy nie zwracałam uwagi na te święto, ale w tym roku mimo, że miałabym od kogo te życzenia dostać - czuję się całkowicie pominięta.
Czuję się nie-kobieco. Chcę mi się płakać.
I wiem, że TY to czytasz. I jestem na Ciebie mega wkurwiona, nie mogę z siebie nic wylać, nic napisać bo wszędzie musisz siedzieć! I jebie Cię to, że tego potrzebuję.. Wszystko Cię jebie.
Nasze 3 lizaki. Od lewej mój, Lusi i Ef.
08.03.2010 o godz. 19:05
Zwieńczyła się najbardziej znienawidzona pogoda przeze mnie. Świeci słońce, wręcz razi.. i dookoła jest śnieg.
Nienawidzę tego połączenia.
Nienawidzę niedziel.
Nienawidzę tego połączenia.
Nienawidzę niedziel.
Tagi:
niedziela
07.03.2010 o godz. 14:44
Wstaję rano. 10.28. Robię w myślach listę nieskończonych rzeczy, które muszę dzisiaj zrobić. Ja pierdolę.
Podnoszę się na ścierpniętych rękach, patrzę na zegar na ścianie z nienaturalnie wielkimi głowami psów - 11.08. To żem se poleżała.
Człapiąc powoli do kuchni i drapiąc się w rejonach pępka i mostka staję na wagę. 3kg zeszło. Z czystym sumieniem biorę mini Snickersa i czekoladowego gofra. Pominę fakt, że 3kg zeszło po skończonym okresie no ale ktoś powiedział, że każda wymówka jest dobra. Siadam do biurka. Odpalam kompa.
Dziwne, jasne światło prześwituje przez moje wiecznie odpadające, żółte rolety. Odsłaniam je.
Kurwa.
Panie, Panowie, zima nas w chuja robi.
Podnoszę się na ścierpniętych rękach, patrzę na zegar na ścianie z nienaturalnie wielkimi głowami psów - 11.08. To żem se poleżała.
Człapiąc powoli do kuchni i drapiąc się w rejonach pępka i mostka staję na wagę. 3kg zeszło. Z czystym sumieniem biorę mini Snickersa i czekoladowego gofra. Pominę fakt, że 3kg zeszło po skończonym okresie no ale ktoś powiedział, że każda wymówka jest dobra. Siadam do biurka. Odpalam kompa.
Dziwne, jasne światło prześwituje przez moje wiecznie odpadające, żółte rolety. Odsłaniam je.
Kurwa.
Panie, Panowie, zima nas w chuja robi.
07.03.2010 o godz. 12:37
Ogólnie całe naburmuszenie i gniew jakoś się mi uspokoiły.
Godziny spedzone z Ef i Lussi (przyjaciółki) działały kojąco.
Siostra Ef, 9l. Agata, o nieco okrąglejszych kształtach zaprezentowała nam 'denshol', którego się sama uczy.
Widoku tego nie zapomnę chyba nigdy w życiu :D
Po 18stej Ef wpadła na pomysł, by na łyżwy pojechać. Lusi nie mogła, więc z jakimś tam Andrzejem pojechałyśmy. Sympatyczny :D
Wszystko pięknie fajnie, ale takie zadarcie mam po wewnętrznej stronie śródstopia, że stanąć nie mogę. Kurwa.
Wiśniówki z sokiem grejfrutowym są moczopędne.
Godziny spedzone z Ef i Lussi (przyjaciółki) działały kojąco.
Siostra Ef, 9l. Agata, o nieco okrąglejszych kształtach zaprezentowała nam 'denshol', którego się sama uczy.
Widoku tego nie zapomnę chyba nigdy w życiu :D
Po 18stej Ef wpadła na pomysł, by na łyżwy pojechać. Lusi nie mogła, więc z jakimś tam Andrzejem pojechałyśmy. Sympatyczny :D
Wszystko pięknie fajnie, ale takie zadarcie mam po wewnętrznej stronie śródstopia, że stanąć nie mogę. Kurwa.
Wiśniówki z sokiem grejfrutowym są moczopędne.
06.03.2010 o godz. 20:54
Sobotni dzień zaczął się od wszechobecnego wkurwiania mnie.
Czuję się jak metalowy słup pod ogromnym napięciem, odbierający kolejne ładunki prądu na gołą klatę, czekając aż miarka się przebierze i na kimś całe napięcie wyładuję.
Nienawidzę, gdy młodsza siostra mówi mi co mam robić, gdy mówi do mnie 'moje dziecko', gdy ktoś twierdzi, że wie coś lepiej, a tak naprawdę chuja wie i nic sobie z tego nie robi. Nie znoszę kurzy na monitorze i przyklejonej gumy do podłogi, której nie mogę zdrapać. Nie znoszę rudych kłaków kota na moim czarnym, domowym dresie, ani ujebanego lustra.
Mam jakąś nerwicę. Jestem w stanie znienawidzić dzisiaj każdego, nawet tych, których kocham. Kurwa!
Powinnam iść na jakiś kurs opanowywania gniewu i frustracji..?
I'm not your toy!
Czuję się jak metalowy słup pod ogromnym napięciem, odbierający kolejne ładunki prądu na gołą klatę, czekając aż miarka się przebierze i na kimś całe napięcie wyładuję.
Nienawidzę, gdy młodsza siostra mówi mi co mam robić, gdy mówi do mnie 'moje dziecko', gdy ktoś twierdzi, że wie coś lepiej, a tak naprawdę chuja wie i nic sobie z tego nie robi. Nie znoszę kurzy na monitorze i przyklejonej gumy do podłogi, której nie mogę zdrapać. Nie znoszę rudych kłaków kota na moim czarnym, domowym dresie, ani ujebanego lustra.
Mam jakąś nerwicę. Jestem w stanie znienawidzić dzisiaj każdego, nawet tych, których kocham. Kurwa!
Powinnam iść na jakiś kurs opanowywania gniewu i frustracji..?
I'm not your toy!
06.03.2010 o godz. 12:35
Mówcie co chcecie. Mnie to uspokaja.
I refren łatwy do wyuczenia.
I refren łatwy do wyuczenia.
Tagi:
muzyka
05.03.2010 o godz. 22:10
Ogólnie to organizm chyba do normalnosci wraca, bo od 3h nic nie zjadłam, a na kolacje ochoty nie mam.
Jak podejrzewałam, okres sobie odchodzi i apetyt zabiera. Jakiś post by się teraz przydał czy cuś.. Ogólnie to już jest 'powiośnie' bo śnieg jakby nigdy nic od rana napierdala, mimo rażącego słońca i +2 stopni. Natura mnie zadziwia.
Ojciec mnie cholernie wkurza. Dzisiaj gdy przylazłam do domu, powiedziałam mamie, że jak zadzwoni to ma mi go dać i wymieniłam kilka rzeczy, za które ma dostać opierdol.
O dziwo zadzwonił dziś wieczorem.
Ja: Kurczę.
Tata: Co?
J: Miałam Cię za coś ochrzanić.
T: Za co!?
J: ... nie pamiętam.
(10 min milczenia [przynajmniej z mojej strony])
T: ..i wtedy on mi powiedział, że..
J: Już wiem!
T: no?
J: No bo o! Ty mi chcesz 18stke odprawić, a ja do cholery nie chce! Wole sobie posiedzieć z babcią na działce, a pieniądze przeznaczyć naa.. yyy..
(w oddali głos mamy -"Na prawko!"
J: ..na prawko przeznaczyć i..
T: Ale na prawko dostaniesz.
J: Eee.. No dobra, ale i tak mi jest żal tych pieniędzy, przecież to kupa kasy na głupie 3h jedzenia i..
T: Słuchaj, dziecko moje kochane (nienawidzę tego zwrotu), ja za to płacę blablablablabalbla...
J: Eee.. No.. Dobra..
Wiem, mam cholerną siłę przebicia. Bardzo dużą. Co nie?
Mam 18 lat i nie mogę zdecydować nawet o tym, czy chcę odprawić własne urodziny. Dołujące i przykre.
Mama naciska na prawo jazdy.
W końcu obejrzałam Pana Tadeusza.
Jak podejrzewałam, okres sobie odchodzi i apetyt zabiera. Jakiś post by się teraz przydał czy cuś.. Ogólnie to już jest 'powiośnie' bo śnieg jakby nigdy nic od rana napierdala, mimo rażącego słońca i +2 stopni. Natura mnie zadziwia.
Ojciec mnie cholernie wkurza. Dzisiaj gdy przylazłam do domu, powiedziałam mamie, że jak zadzwoni to ma mi go dać i wymieniłam kilka rzeczy, za które ma dostać opierdol.
O dziwo zadzwonił dziś wieczorem.
Ja: Kurczę.
Tata: Co?
J: Miałam Cię za coś ochrzanić.
T: Za co!?
J: ... nie pamiętam.
(10 min milczenia [przynajmniej z mojej strony])
T: ..i wtedy on mi powiedział, że..
J: Już wiem!
T: no?
J: No bo o! Ty mi chcesz 18stke odprawić, a ja do cholery nie chce! Wole sobie posiedzieć z babcią na działce, a pieniądze przeznaczyć naa.. yyy..
(w oddali głos mamy -"Na prawko!"
J: ..na prawko przeznaczyć i..
T: Ale na prawko dostaniesz.
J: Eee.. No dobra, ale i tak mi jest żal tych pieniędzy, przecież to kupa kasy na głupie 3h jedzenia i..
T: Słuchaj, dziecko moje kochane (nienawidzę tego zwrotu), ja za to płacę blablablablabalbla...
J: Eee.. No.. Dobra..
Wiem, mam cholerną siłę przebicia. Bardzo dużą. Co nie?
Mam 18 lat i nie mogę zdecydować nawet o tym, czy chcę odprawić własne urodziny. Dołujące i przykre.
Mama naciska na prawo jazdy.
W końcu obejrzałam Pana Tadeusza.
Tagi:
18stka
prawo jazdy
05.03.2010 o godz. 20:34
Idąc wczoraj miastem, ciesząc się suchymi chodnikami i rozmyślając jakby tu iść, by co drugi krok nie siedzieć w psiej kupie, moją uwagę skupiły dwie dziewczyny.
Nie byle jakie dziewczyny. Uwagę moją skupiły nerwowym, głośnym śmiechem i niemal wrzaskiem "Aśka, kurwa! Nie pierdol!". Mój wzrok z niepewnością i poniekąd wstydem skierował się na wprost drogi, którą podążałam. Obraz, który się mi pokazał troszkę mnie z tropu zbił, bo rodem z Galerianek był.
Dwie dziewczyny. Na pierwszym planie uwagę przykuły jak wiele znaczące w tych czasach - białe kozaczki za kolano, kierując się w górę- czarne kabaretki, różowa miniówka, biała, rozpięta kurtka i żółta podkoszulka. Nierówno pofarbowane, blond włosy.. i twarz 13latki. Druga koleżanka wydawała się być mniej 'przebojowa' i należała raczej do osób z grupy tych, które wiernie podążają za takimi blondynami niczym wierne psy za dobrotliwym panem, cieszące się każdym kontaktem nawet bolesnymi kopniakami, znosząc je po cichu i w ramach pokuty. Obie dumnie przystając z nogi na nogę, trzymały w ręce po papierosie i nieudolnie się zaciągając dymem i momentalnie wypuszczając próbowały zrobić z siebie dorosłe panny. Wracając..
Nie wiem dlaczego, ale po tych słowach niewiadomo skąd, oblałam się silnym, czerwonym rumieńcem wstydu. Może to przez przechodzącego starego dziadka, który znacząco pokręcił głową, albo kilkanaście głów luzi zwróconych w ich kierunku, wyrabiający sobie właśnie zdanie o polskiej młodzieży. Nie wiem. Było mi wstyd w imieniu płci 'pięknej'.
Może jestem starej daty, albo moje maniery są przestarzałe, ale nie mogę strawić, gdy ktoś publicznie klnie jak nakręcony z przekonaniem, że robi z siebie kogoś ponad wszystkich. Owszem, klnę, tego na bogu nie da się ukryć, ale nie zdarzyło mi się przeklnąć przy mojej rodzinie albo w miejscu, gdzie ludzi jest pełno mimo, że ich nie znam.
Przechodząc obok nich, minę musiałam mieć nieco zmieszaną, bo bez zaczepki się nie obeszło.
- Co się kurwa gapisz?! - powiedziała blondyna.
- Zwracasz na siebie uwagę.
- No i co Ci kurwa do tego?
- Twoje pytanie jest bezsensu.
- Głupia szmata..
- O ironio.
- Że co?! Jaka ironio?! O czym Ty pierdolisz?!
Popatrzałam na twarz blondynki przypominającą w tym momencie gorszą wersję Piggy z Mupetów i z całkowitą żałością pokręciłam głową naśladując mojego poprzednika.
Obróciłam się za siebie, słysząc całą urozmaiconą w przeróżne epitety litanie. Moim oczom ukazał się obraz dwóch straconych nastolatek, pragnących niepotrzebnie szybko dorosnąć tracąc na tym najpiękniejsze lata życia.
Jak na ironię obie stały pod starą latarnią, nie zauważając chyba kogo z siebie robią.
I w ten sposób stara, ładna latarnia się niesławy nabawiła..
Swoją drogą ja okres 13 lat kojarzę z rolkami, wyjazdami z dziadkiem i babcią, działką, rzeką, skakanką, pierwszym okresem i kolorowymi sukienkami.
Czasy, gdy zacznę używać formułki "Kiedy ja byłam w Twoim wieku.." zbliżają się nieubłaganie..
Nie byle jakie dziewczyny. Uwagę moją skupiły nerwowym, głośnym śmiechem i niemal wrzaskiem "Aśka, kurwa! Nie pierdol!". Mój wzrok z niepewnością i poniekąd wstydem skierował się na wprost drogi, którą podążałam. Obraz, który się mi pokazał troszkę mnie z tropu zbił, bo rodem z Galerianek był.
Dwie dziewczyny. Na pierwszym planie uwagę przykuły jak wiele znaczące w tych czasach - białe kozaczki za kolano, kierując się w górę- czarne kabaretki, różowa miniówka, biała, rozpięta kurtka i żółta podkoszulka. Nierówno pofarbowane, blond włosy.. i twarz 13latki. Druga koleżanka wydawała się być mniej 'przebojowa' i należała raczej do osób z grupy tych, które wiernie podążają za takimi blondynami niczym wierne psy za dobrotliwym panem, cieszące się każdym kontaktem nawet bolesnymi kopniakami, znosząc je po cichu i w ramach pokuty. Obie dumnie przystając z nogi na nogę, trzymały w ręce po papierosie i nieudolnie się zaciągając dymem i momentalnie wypuszczając próbowały zrobić z siebie dorosłe panny. Wracając..
Nie wiem dlaczego, ale po tych słowach niewiadomo skąd, oblałam się silnym, czerwonym rumieńcem wstydu. Może to przez przechodzącego starego dziadka, który znacząco pokręcił głową, albo kilkanaście głów luzi zwróconych w ich kierunku, wyrabiający sobie właśnie zdanie o polskiej młodzieży. Nie wiem. Było mi wstyd w imieniu płci 'pięknej'.
Może jestem starej daty, albo moje maniery są przestarzałe, ale nie mogę strawić, gdy ktoś publicznie klnie jak nakręcony z przekonaniem, że robi z siebie kogoś ponad wszystkich. Owszem, klnę, tego na bogu nie da się ukryć, ale nie zdarzyło mi się przeklnąć przy mojej rodzinie albo w miejscu, gdzie ludzi jest pełno mimo, że ich nie znam.
Przechodząc obok nich, minę musiałam mieć nieco zmieszaną, bo bez zaczepki się nie obeszło.
- Co się kurwa gapisz?! - powiedziała blondyna.
- Zwracasz na siebie uwagę.
- No i co Ci kurwa do tego?
- Twoje pytanie jest bezsensu.
- Głupia szmata..
- O ironio.
- Że co?! Jaka ironio?! O czym Ty pierdolisz?!
Popatrzałam na twarz blondynki przypominającą w tym momencie gorszą wersję Piggy z Mupetów i z całkowitą żałością pokręciłam głową naśladując mojego poprzednika.
Obróciłam się za siebie, słysząc całą urozmaiconą w przeróżne epitety litanie. Moim oczom ukazał się obraz dwóch straconych nastolatek, pragnących niepotrzebnie szybko dorosnąć tracąc na tym najpiękniejsze lata życia.
Jak na ironię obie stały pod starą latarnią, nie zauważając chyba kogo z siebie robią.
I w ten sposób stara, ładna latarnia się niesławy nabawiła..
Swoją drogą ja okres 13 lat kojarzę z rolkami, wyjazdami z dziadkiem i babcią, działką, rzeką, skakanką, pierwszym okresem i kolorowymi sukienkami.
Czasy, gdy zacznę używać formułki "Kiedy ja byłam w Twoim wieku.." zbliżają się nieubłaganie..
04.03.2010 o godz. 21:05
Lista osób z klasy IITAK na Półmetek :
1. Ewelina
2. Lucyna
3. Gabriela
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
+ cała klasa II TR i TŻ.
***
Nie powiem kurczę, klasa całkiem zgrana. Ciekawe jak będzie ze studniówką. Z Lucyną i Ef nie rozpaczamy, cieszymy się, że półmetek spędzimy w gronie osób pozytywniej nastawionych do świata.
Jakaś naładowana energią jestem. Mam ochotę tyle zrobić, tyle zacząć, tyle nadrobić.. i mam nadzieję, że na chęciach się nie skończy.
Aktualnie jestem na etapie zaczytywania się w "Zaginionym symbolu" Dana Browna. Cholernie fajna. Polecam.
Ogólnie to moja pierwsza książka (nie lektura) od chyba 2 lat. Aż dziw.
Kiedyś potrafiłam przeczytać 2-3 na tydzień.
Z czasem widzę jak wiele czasu poświecam głupotą, rzeczą całkowicie mi niepotrzebnym.
Kurwa, trzeba to zmienić.
04.03.2010 o godz. 13:56



